środa, 30 lipca 2008

Z pamiętnika praktykanta

Jak błyskawica minął pierwszy miesiąc mojego stażu. Jest naprawdę dobrze. Myślę że już dużo się nauczyłem, sporo jeszcze przede mną, praca jest dosyć ciekawa, a przede wszystkim zmienna :) Gdyby nie to, że wylądowałem tutaj prawie zupełnie sam to nawet chwaliłbym Warszawę :P

Do rzeczy! Pamiętnik praktykanta (Asok'a, hinduskiego studenta w dużej amerykańskiej korporacji):



wtorek, 29 lipca 2008

Indywidualizm...fuj

Już nie mogę tego wytrzymać. Ciągłe przekonywanie mnie, że im jestem bardziej oryginalny tym lepiej. Coraz częściej spotykam na ulicy ludzi myślących, że im bardziej dziwnie się ubiorą tym bardziej wyrażą siebie. Nic bardziej mylnego! W biurze spotykam codziennie kilkadziesiąt osób, wszyscy w strojach biznesowych, można by powiedzieć, że uniformizacja społeczeństwa na najwyższym poziomie. Okazuje się jednak, że pracują tu same indywidualności. Paradoksalnie natomiast bierzemy przedstawicieli dowolnej subkultury młodzieżowej i zauważamy, że wszyscy maja podobne poglądy, wszyscy równie łatwo dają się manipulować swoim idolom, a indywidualizm o którym ciągle mówią to próba dowartościowania siebie. Jeden z moich ulubionych pisarzy, Gombrowicz, był mistrzem tego tematu. Przed Gębą nie uciekniesz! Nie da się bez niej żyć, nie ma takiej opcji.

Rozprawiłem się króciutko z wszystkimi punkami, emo itp. Mamy jednak jeszcze inna grupę, która szuka indywidualizmu. Młodzi yuppies, oraz wszyscy w około nich. Moja znajoma z biura powiedziała ostatnio, że brak funduszy nie pozwala jej na pełne wyrażanie siebie, na pełny indywidualizm. Gdyby miała więcej pieniędzy, mogłaby bowiem kupować oryginalne produkty, robione zgodnie z jej życzeniami i dostosowane do jej potrzeb. W tym spersonalizowanym świecie czułaby wreszcie, że nie jest częścią masy, a jednostką, indywiduum. Bzdura! Cóż to za indywidualizm, który uzależniony jest od pieniędzy!? To zwykłe kaprysy i rozpieszczenie! Nie winię jej jednak za takie poglądy, przecież taką właśnie papką karmią nas dzisiaj media. Jeżeli jesteś indywidualistą to będziesz nim i w mundurku szkolnym i w garniturze i w dresie. Kasa nie ma tu nic do rzeczy.

Co się z ludźmi dzieje, że tak bardzo chcą być inni. Myślę, że diagnoza wcale nie jest taka trudna. Brak akceptacji samego siebie, brak miłości, to właśnie ten brak objawia się później strachem, że gdy trafimy do tłumu nikt nas już nie zauważy. Boimy się również słowa: "WSPÓLNOTA". W czasie mojego, krótkiego pobytu w Liverpool'u w czasie światowego kongresu młodzieży, zauważyłem, że bardzo często używa się tam słowa comunion. Wcale nie brzmiało przestarzale, obciachowo, czy ideologicznie wrogo. Wszystkim, którzy nie pamiętają przypominam, że komunia to właśnie wspólnota. Tu właśnie chyba leży kluczowy problem, to największe zło jakie pozostało po czasach komuny w Polsce. Po 89 roku miały nastąpić zmiany. Polacy stwierdzili zatem, że skoro mamy tu mieć kapitalizm to musimy zachowywać się jak kapitaliści. A kto nas uczył tego kapitalizmu? Oczywiście partia, przez wiele lat wpajając Polakom, że na zachodzie panuje wyścig szczurów, że jak sam o siebie nie zadbasz to cię reszta zadepcze. Nasz obraz kapitalizmu wynieśliśmy właśnie z czasów PRL i wdrożyliśmy go boleśnie w naszą rzeczywistość. Dzisiaj mamy same jednostki walczące o przetrwanie, ludzi, którzy na siłę próbują pokazać się jako inni. Biorą się stąd całe fale ateistów, racjonalistów, obawiam się, że czasami również "homoseksualistów" (orientacja seksualna to nie jest stan zero jedynkowy - są różne stadia i sądzę że samotność, brak akceptacji samego siebie i chęć zdobycia czegoś więcej niż normalności może kogoś pchnąć w inna orientacje), mamy też całe rzesze oazowiczów, w starych uciągniętych wełnianych swetrach i sztruksach, manifestujących swoja abstynencję czy inne inności.

Co jest takiego złego w byciu podobnym do innych. Przecież potrzebujemy poczucia przynależności. Dlatego w swojej inności poszukujemy podobnych "innych" do siebie. Nie wywlekajmy całości swojego ja na zewnątrz, pokazując je w ubraniach, piercingu, makijażu. Nie dajmy się wbić w cudze buty, nie dajmy przyprawić sobie jakiejś karykaturalnej gęby, zostawmy tą, które daje nam nasze społeczeństwo, lecz zadbajmy o wnętrze, nie o wizualizację. Nie bójmy się też wspólnoty!

Rydzykowny sposób...

35 mln do wygrania w Dużym Lotku, wow. Muszę przyznać, że jest to kwota bardzo inspirująca. Dzisiaj gdy rozmarzyłem się, co by było gdyby..., zacząłem się trochę niepokoić. Gdy wygrywasz 3mln to możesz już kupić mieszkanie, auto, wczasy i później przez dłuższy czas konsumować wygraną. Ale tak naprawdę nie trafisz do bogatej klasy społecznej, to jest jeszcze za mało. Wygrana około 15mln daje ci już bardzo duże możliwości inwestycyjne, możesz poważnie pomyśleć o rozpoczęciu biznesu na szerszą skalę, ewentualnie możesz kupić sobie naszą-klasę, oczywiście po odzyskaniu podatków :) Gdy dostajesz jednak z dnia na dzień 35mln zł, pierwsze o czy trzeba pomyśleć to ochrona. Za taką kasę to jakiś mafiozo spod Kielc jest cię gotów skasować, zanim świat się w ogóle o tobie dowie. Pobicie z kradzieżą jest niestety bardzo prawdopodobne. I TU NADESZŁO OLŚNIENIE!

Tzw. moherowe berety przeznaczają na Ojca Dyrektora mnóstwo kasy. To jest jednak ciągle za mało. Poza tym wbrew wszystkiemu O.D. bogaci się zbyt wolno (ciężko w to uwierzyć =). Potrzebna jest zmiana skokowa. Wybierzmy zatem wszyscy jakąś jedną datę i prześlijmy mu wtedy każdy ile może*. Gdy nagle na jego koncie pojawi się taka kasa,* w końcu ktoś się nim zainteresuje :) a jak już okradają to z wszystkiego, a nie tylko z naszych datków* :D
Logika jest zatem prosta, wyślij kasę Rydzykowi** :)
_____________________________________

* Tekst należy traktować humorystycznie. Nie należy wysyłać mu żadnej kasy:)

** Naprawdę nie wysyłaj.

poniedziałek, 28 lipca 2008

Prorocze myśli :P

Artykuł nawiązuje do wpisu na temat Google

Zbieg okoliczności? A może coś jednak jest w moim poprzednim artykule? Jest jedna rzecz, o której nie pomyślałem. Dopóki nie pojawi się realna alternatywa nie związana z żadnym z molochów korporacyjnych nic się nie zmieni. Internauci po prostu potrzebują kogoś na kogo mogliby przenieść swoje pozytywne uczucia.
Proszę bardzo: dzisiaj sieć zatrzęsła się od otwarcia nowej przeglądarki :)

Dziś rusza wyszukiwarka Cuil.com (wymawiane: “Cool”), według wielu analityków pierwsza od lat realna alternatywa dla Google. Cztery asy w rękawie nowego startupu to: największy indeks, unikalny algorytm, interfejs oraz polityka prywatności. Jokerem mogą być jednak postacie założycieli. (za www.osnews.pl)

Wprawdzie do prawdziwej konkurencji jeszcze daleko ale zaczyna się ruch, uważam, że to bardzo pozytywne nawet dla samego Google. Gdy twórcom cuil'a uda się uniknąć komunikatów takich jak ten, który dzisiaj otrzymałem:

Due to excessive load, our servers didn't return results. Please try your search again.

to przyszłość może być łaskawa da tego projektu. Jako użytkownik muszę jednak zaznaczyć, że jeszcze długo o ile nie zawsze będę próbował coś wygooglać, a nie wycuilać (niefortunność nazwy w języku polskim nie do ukrycia:), w ogóle skąd ta pisownia?) Na razie się poprzyglądam.

niedziela, 27 lipca 2008

Czy Google stanie się wrogiem publicznym #1 ?

Świat zmienia się w niesłychanym tempie, a biznes zaczyna przypominać raczej show-biznes. Mamy coraz więcej firm "jednego przeboju". Dla mnie typowym przykładem takiego przedsięwzięcia jest nasza-klasa. Nagła moda, darmowa promocja w mediach i to każdego rodzaju, nie posiadanie na niej konta to jak nie posiadanie komórki - tylko najwięksi ekscentrycy mogą sobie na to pozwolić. Minęła chwila, kłęby dymu opadły, sporo osób wciąż odwiedza ten portal ale gwiazdą już nigdy nie będzie. Ileż takich gwiazd widzieliśmy na MTV :) Wróćmy teraz do wspaniałej i niepowtarzalnej firmy Google.W jaki sposób ta innowatorska, rewolucyjna firma ma wpisać się w krajobraz show-biznesu?
Wszyscy lubią Google, za jej prostotę, pragmatyzm, świetne dostosowywanie się do potrzeb klienta. Przez chwilę pozwolę sobie na wychwalanie tego internetowego giganta. Przede wszystkim Google to najlepsza wyszukiwarka.Sama firma też jest fantastyczna. Zatrudnienie znajdują w niej tylko najlepsi. Bynajmniej nie chodzi tu o ludzi z największym doświadczeniem czy wiedzą, nie, tu chodzi o Najlepszych! Google to tak naprawdę to nie jest firma, a Uniwersytet, bo największe mózgi nie dostają żadnych konkretnych zadań. Dostają tylko środki i wyzwania. Zajmują się tym co wydaje im się najciekawsze i oczywiście rozwijają to zgodnie z filozofią Google. Na przypieczętowanie moich słów przedstawiam kilka zdjęć z biura Google w Zurychu:

Pracowanie w takim miejscu to musi być prawdziwa przyjemność. Cały Świat kocha Google. Skąd zatem tytuł tego wpisu? Internauci zaczynają otwierać oczy. Popijając swoją coca-colę (która jest symbolem międzynarodowych korporacji) wściekają się na Microsoft i z buntowniczym wyrazem twarzy wpatrują się w swojego Linuksa. Nagle spostrzegają, że przeoczyli powstanie nowego potwora. Monopolista reklamowy zawłaszczający kolejne dziedziny Internetu, a nawet naszego życia, kupuje i tworzy wszystko co się da. Google wypuścił ostatnio Knol alternatywę dla Wikipedii, próbuje kupić Digg, już dawno kupił Youtube. Można by tak długo wymieniać. Głośnym echem w mediach odbiła sie uleglość Google wobec chińskiego rządu. W koncu trzeba tez pamietać, że cały rozwój sieci podporządkowany jest dzisiaj magicznej frazie PageRank. Ostatnio nawet dziennikarz TVN Maciej Mazur w swoim blogu zachęcal antyglobalistów do ataku na Google. Na youtube pojawił sie świetna reklama modulu Google SMS.
Zasatanawiam się czy naprawde tak się musi skończyc ta piękna historia, jednej z najbardziej innowacyjnych firma na świecie. Czy naprawdę musi stać się kolosem, globalnym monopolistą. W jednym z ostatnich numerów The Economist był ciekawy artykuł o Microsofcie i jego podskokach na scenie mobile, video gier i web. Oczywiście jako konkurenci na tym rynku zostali wymienieni Facebook i Google. Zachowanie Microsoftu zostało skomentowane niezwykle trafnie: To tak jakby obserwowanie ojca, który próbuje być cool :P
Niestety z tego zdania płynie jeszcze jeden wniosek, oprócz oczywistej drwiny z MS, Google jest już u progu dojrzałości. To już nie ta młoda dynamiczna bardzo elastyczna firma. Już niedługo wejdzie w wiek dojrzały i zacznie przypominać nam starego, cwanego kapitalistę. Zapytam zatem po raz drugi jako wielbiciel wszystkiego co pochodzi od Brin'a i Page'a: Czy to naprawde musi sie wydarzyć?

sobota, 26 lipca 2008

Odkrywanie Warszawy

Spłoszony poruszyłem dłonią :( Już prawie 30 dni od przyjazdu. Miasto różnorodne, ciekawe, muszę nawet przyznać, że ładne. Stolica mnie zaskoczyła. Wprawdzie nie jest przyjazna dla gości ale ma w sobie coś pozytywnego. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że nie ma tu centralnego punktu miasta, kultura, rozrywka, historia, transport, handel - rozproszone są po całym mieście. Gdy przyjechałem do Warszawy na wszystko potrzebowałem całe godziny, nawet kupno chleba nie było proste (tak właściwie to do dzisiaj mam problem z kupieniem dobrego chleba). Kraków, z którego przyjechałem jest zupełnie inny. Paradoksalnie jest on bardziej zatłoczony i ciasny. Dochodzą do tego, tym razem już mniej zaskakujące: skostnienie, historia wygrywająca ze współczesnością oraz życie nieco jakby we śnie. Ten sen to artyści, kawiarenki, romantyzm, szyja owinięta szalem i klezmerska kapela grająca na Kazimierzu. Tam bycie innym jest normą. Warszawa zdaje się nie mieć takiej gęby, przyklejonej na siłę, gaszącej żyjący organizm. Jedną z rzeczy, które mnie zaskoczyły to piękne Warszawskie parki i ludzie w nich przesiadujący. Zwykli, ubrani w mało oryginalne ciuchy, z książką, pokrojoną bułką dla kaczek. A może to wszystko złudzenie. Sam przekonuję siebie, że jest mi tu dobrze bo jestem samotny i w swoim zamkniętym pokoju, skończyłem właśnie oglądać ostatni film jaki miałem w swojej kolekcji. Prawdopodobnie rzeczywistość jest bardziej okrutna, im więcej czasu spędzasz w jednym miejscu, tym bardziej czujesz, że lepiej jest tam gdzie Cię właśnie akurat nie ma.

...a po nocy, przychodzi dzień, a po burzy...