sobota, 26 lipca 2008

Odkrywanie Warszawy

Spłoszony poruszyłem dłonią :( Już prawie 30 dni od przyjazdu. Miasto różnorodne, ciekawe, muszę nawet przyznać, że ładne. Stolica mnie zaskoczyła. Wprawdzie nie jest przyjazna dla gości ale ma w sobie coś pozytywnego. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że nie ma tu centralnego punktu miasta, kultura, rozrywka, historia, transport, handel - rozproszone są po całym mieście. Gdy przyjechałem do Warszawy na wszystko potrzebowałem całe godziny, nawet kupno chleba nie było proste (tak właściwie to do dzisiaj mam problem z kupieniem dobrego chleba). Kraków, z którego przyjechałem jest zupełnie inny. Paradoksalnie jest on bardziej zatłoczony i ciasny. Dochodzą do tego, tym razem już mniej zaskakujące: skostnienie, historia wygrywająca ze współczesnością oraz życie nieco jakby we śnie. Ten sen to artyści, kawiarenki, romantyzm, szyja owinięta szalem i klezmerska kapela grająca na Kazimierzu. Tam bycie innym jest normą. Warszawa zdaje się nie mieć takiej gęby, przyklejonej na siłę, gaszącej żyjący organizm. Jedną z rzeczy, które mnie zaskoczyły to piękne Warszawskie parki i ludzie w nich przesiadujący. Zwykli, ubrani w mało oryginalne ciuchy, z książką, pokrojoną bułką dla kaczek. A może to wszystko złudzenie. Sam przekonuję siebie, że jest mi tu dobrze bo jestem samotny i w swoim zamkniętym pokoju, skończyłem właśnie oglądać ostatni film jaki miałem w swojej kolekcji. Prawdopodobnie rzeczywistość jest bardziej okrutna, im więcej czasu spędzasz w jednym miejscu, tym bardziej czujesz, że lepiej jest tam gdzie Cię właśnie akurat nie ma.

...a po nocy, przychodzi dzień, a po burzy...

Brak komentarzy: