wtorek, 29 grudnia 2009

Windows 7 Starter - Changing Wallpaper

/Sprawa jest na tyle ważna i ciekawa, że postanowiłem ją opisać również w języku language./

I've looked for this info almost everywhere and couldn't find. "How to change the wallpaper in Windows 7 Starter". Maybe I was looking in the wrong places or this is really very rare info. My hints:


1. Open "regedit" (type this in search box in start menu)
2. Open HKEY_CURRENT_USER\Control Panel\Desktop\
3. At the right side open "Wallpaper"
4. Type localization of your new wallpaper
5. Restart your netbook
Enjoy your new wallpaper in Windows 7 Starter

Please leve your comments. If doesn't work read more...

Windows 7 Starter - nie taki straszny jak go malują

Ostatnio robiąc zakupy strasznie dużo złego naczytałem się o Windows 7 Starter. Jest to okrojona wersja najnowszego windowsa instalowana na netbookach. Okazało się, że albo Microsoft szybko i skutecznie wycofuje się ze swoich błędów albo po prostu negatywne lobby Microsoftu jest szybsze niż światło.

Pierwszy mit: ograniczenie do trzech aplikacji.
Według informacji z sieci, w wersji Starter można odpalić tylko trzy programy. Później wyskakuje nam informacja o blokadzie i żeby otworzyć nowy program musimy zamknąć jeden z tych już uruchomionych.
W ogóle nie zauważyłem czegoś takiego. Na dowód screen:


Jak widać na powyższym obrazku bez trudu odpaliłem 10 aplikacji jednocześnie mając dodatkowo w tle włączonego antywirusa i fences(program modyfikujący pulpit).

Drugi mit: nie da się zmienić tapety
Byłem w szoku ale na początku rzeczywiście wydawało się, że nie uda się zmienić tapety. Na wszystkich forach w necie bez odpowiedzi pozostają pytania: "Jak zmienić tapetę w Windows 7 Starter?" Wszystkie zwyczajowe metody zawodziły. Okazało się jednak, że tapetę można ustawić w rejestrze systemowym.

Instrukcja jak zmienić tapetę w Windows 7 Starter:
1. W wyszukiwarce w menu Start wpisz "regedit"
2. Odnajdź HKEY_CURRENT_USER\Control Panel\Desktop\
3. Po prawej stronie znajdziesz wartość Wallpaper
4. Po dwukrotnym kliknięciu wpisz lokalizację nowej tapety
5. Zrestartuj kompa
Gotowe

Gdyby nie działało więcej podpowiedzi w rozwinięciu

sobota, 19 grudnia 2009

Za głupi na antyklerykalizm

Dobry tekst Jakuba Kumocha o antyklerykalizmie. O tym, że prawdziwy zwolennik wolności, a już na pewno liberał nie powinien mieć nic przeciwko religii. Oczywiście co innego gdy religia powoduje cierpienie osób niewierzących ale w pozostałych sytuacjach...?

http://jakub-kumoch.salon24.pl/144892,za-glupi-jestem-na-antyklerykalizm

niedziela, 13 grudnia 2009

Ostra babka na ciekawy temat

Oczywiście na TEDzie prawie wszystkie przemówienia są ciekawe, pasjonujące i pouczające. Kobieta, której krótkie wystąpienie umieściłem poniżej, totalnie mnie zaskoczyła. Poruszyła ciekawy i ważny temat. Zachęcam:

poniedziałek, 16 listopada 2009

Znowu ciekawy artykuł

Rzeczpospolita - Marek Magierowski w ciekawym artykule o agresywnym włoskim ateiźmie pisze też ciekawie o polskich homoseksualistach:

Podobną drogą podążają np. polscy homoseksualiści, którzy jeszcze kilka lat temu chcieli jedynie uznania, iż geje i lesbijki istnieją oraz powinni mieć prawo do spadku i odwiedzania partnerów w szpitalach. W październiku 2002 r. podczas internetowego czatu na portalu Onet.pl Robert Biedroń stwierdził: „Jak na razie środowisko polskich homoseksualistów nie domaga się adopcji dzieci”.

Pół roku później w wywiadzie dla „Gali” z kwietnia 2003 r. powtarzał: „Podkreślam, że w Polsce nie ma ani jednej organizacji, która domaga się małżeństw homoseksualnych i adopcji dzieci. Ten problem w ogóle nie istnieje – jest sztucznie nakręcany przez naszych przeciwników”. Jeszcze w styczniu 2007 r., we własnym tekście zamieszczonym w „Gazecie Wyborczej”, ironizował: „Uważający się za obrońców tradycyjnych wartości mówią (...), że jeśli dziś zaakceptujemy osoby homoseksualne, to jutro będą one chciały adopcji i homoseksualnych małżeństw”.

Wkrótce nastąpił gwałtowny zwrot. W styczniu 2008 roku Biedroń cieszył się z wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który uznał, że Francja dyskryminowała pewną lesbijkę, odmawiając jej prawa do adopcji dziecka. „To kamień milowy. Decyzja ta zamyka administracjom poszczególnych państw możliwość odmowy adopcji dzieci przez osoby homoseksualne, a w wielu krajach się to zdarzało. (...) Jeśli w naszym kraju zdarzy się taki przypadek, to sprawa trafi do Strasburga” – zapowiadał w „Dzienniku”.

A niedawno ten sam Robert Biedroń, który jeszcze w 2007 r. „nie domagał się prawa do adopcji”, wydał książkę o pingwinach-gejach wychowujących małe pingwiniątko.


Z agresywnym ateizmem będzie to samo. Nie ma juz postulatów wolności przekonań tylko postulat braku przekonań.

czwartek, 22 października 2009

Mądrze gada

Chcaiałem dzisiaj polecić krótki wpis pt.: "Wolno już wszystko" na blogu Piotra Skwiecińskiego. Dziennikarz Rzeczpospolitej komentuje tam to co dzieje się w okół Pań Sawickiej i Marczuk-Pazury. Wczoraj czytałem też interesujący wywiad z byłym szefem CBA i muszę przyznać, że zgadzam się z nim conajmniej w jednej sprawie.

Agent "Tomek". Prezentuje się go dzisiaj w mediach jako lowelassa, gościa który na koszt państwa hulał sobie i podnosił standard życia. - bzdura! - to jest praca tego gościa i trzeba przyznać, ze praca wcale nie najprzyjemniejsza.

Druga sprawa ze teraz te dwie kobiety prezentowane są jako biedne ofiary podrywacza. Biedne kobiety zgodziły się przyjąć kupę kasy i załatwić coś na boku tylko dlatego, ze "Tomek" jest taki przystojny i romantyczny. No kurde aż mnie trzepie gdy to piszę.

Gdzie feministki. Gdzie kobiety broniące godności swojej płci. Dlaczego nie trąbicie na alarm, że oto te kobiety sukcesu sprowadzają swoje wizerunki do głupiutkich, kochliwych idiotek, które dają się manipulować ładnemu chłopcu!

niedziela, 11 października 2009

Drażniący tydzień

Jak wkurzający może być tydzień dowiedziałem się właśnie teraz.

Najpierw zaczęło się doniesieniami z polityki. Tusku robiący przedświąteczne porządki wprowadził taki zamęt, że już nie wiem kto, w co, z kim był umoczony i o co poszło. Wiem tylko, że chodzi o opodatkowanie hazardu ale kto, kogo, czym korumpował? Zaangażowane w to zdają się być wszystkie ministerstwa i CBA. Później nowy news o aferze niekompetencyjnej. Co to za sformułowanie w ogóle!? Afera niekompetencyjna? Że niby minister jest tak niekompetentny, że aż skandal? Afera wybuchła już wtedy gdy jeszcze wszystkie dokumenty były tajne.

Pokojowa Nagroda Nobla to jest fakt niegodny komentarza. Stało się i koniec. Została przyznana nagroda "na krechę". Już nie raz były kontrowersje w okół tej nagrody ale teraz przegięli pałę. Cały czas jak myślę o wkładzie Jana Pawła II i Ghandiego dla pokoju i pomyślę, że oni tej nagrody nie dostali to nie mogę przestać się dziwić. Jaki niesmak pozostaje we mnie gdy na liście laureatów tej nagrody, obok Martina Luthera Kinga, Matki Teresy, Dalajlamy XIV, Nelsona Mandeli widzę Baracka Obamę, nie da się opisać.

W końcu niedziela i lektura onetu przyniosła kolejne oburzenie. Na stronie głównej widzę tytuł: "Bóg nie jest Stwórcą, Biblia była źle tłumaczona od tysiącleci". Wiadomo, że muszę ten artykuł przeczytać.
We wstępie czytamy, że taką opinię wyraził "czołowy naukowiec akademicki". Profesor Ellen van Wolde, która jest tym domniemanym czołowym badaczem, nawet nie występuje w wikipedii, nie ma własnej strony internetowej, a właściwie jedyne doniesienia na jej temat jakie podaje google to newsy o właśnie tym nowym tłumaczeniu biblii.
Czytam dalej co ten "autorytet naukowy" ma do powiedzenia. Otóż słowo użyte w pierwszym wersie Pisma Świętego tłumaczone jako "stworzył" (ona sama przyznaje, że jest to najczęstsze i najdokładniejsze tłumaczenie) jest tu jednak użyte raczej w kontekście "rozłączył". Czyli Bóg nie stworzył Nieba i Ziemi tylko je rozłączył. Nie stworzył morza i ziemi tylko je rozdzielił ale one już wcześniej istniały. Pani profesor udowadnia zatem, że powszechne przekonanie że Bóg stworzył coś z niczego jest błędne, bo istniała już jakaś masa, materia i Bóg ją tylko porozdzielał.
Gdy to czytam to trafia mnie szlag! Tylko jacyś ortodoksyjni kreacjoniści wierzą wciąż że stwarzanie świata trwało 7 dni. I tylko wobec tych literalnie interpretujących Pismo ludzi wymierzone są te rewelacje. Ja nie wierzę w to, że Bóg przechadzał się po nicości i stwierdził "trochę tu pusto" i w 6 dni urządził świat m.in. lepiąc z gliny człowieka. Co wynika jeszcze z tych rewelacji naukowych? Że Bóg nie jest aż taki boski bo rozdzielał a nie stwarzał, a powszechnie wiadomo, że mniej boska jest umiejętność rozdzielania ziemi od nieba niż ich stworzenia. Zatem Bóg jest mniej boski niż nam się zdawało. W końcu filozofowie będą mieli cudny temat do przemyśleń. Co w takim razie działo się wcześniej i co było wcześniej? Bóg czy bezkształtna materia? Jeśli to nie Bóg stworzył tą materię to kto? Może Wieli Wybuch. Ale w takim razie gdzie schował się Bóg w czasie owego wybuchu? Masakra, bełkot, bzdura! Może na jakimś wybujałym poziomie akademickim jest to temat do dyskusji ale jeszcze daleko zanim rewelacje bliżej nieznanej pzni profesor mogą zostać uznane za fakt naukowy, co dopiero otworzy pole do dyskusji czy w ogóle to coś zmienia. Tak czy owak nasze komercyjne, szmatławe media już usuwają Boga z kart historii.

środa, 30 września 2009

Ostatni dzień wakac... wolności!

Ostatni dzień ostatnich wakacji, czyli po prostu koniec wolności :/ Pewnie te słowa powtórzę jeszcze za rok 4 września w dniu ślubu ale póki co to dzień dzisiejszy wydaje mi się początkiem opresji. Jutro do pracy i na studia doktoranckie. Jednym słowem FiuuuFiuu.

Ale nie ma co płakać nad utraconą wolnością. Miałem sporo wolnego czasu (właściwie miałem go za dużo) stąd kilka ciekawych znalezisk:

1. Moje video, a co tam, przy pomocy Picasa 3.5 (kocham ten program za rozpoznawanie twarzy) oraz strony http://yearbookyourself.com/



2. Artystyczny komentarz do obecnego kryzysu gospodarczego. Ponoć rzeźba przedstawia także pana Madoffa, który został skazany na 150 lat więzienia za oszustwa finansowe.



3. Zespół, który mnie ostatnio zauroczył. Pomplamoose są wspaniali!

poniedziałek, 21 września 2009

Marketing w 10 krokach

//Znalezione w sieci//
  1. Idziesz na przyjęcie, widzisz super dziewczynę. Podchodzisz do niej i mówisz: "Jestem super w łóżku! Co Ty na to?"
    To nazywa się marketing bezpośredni.

  2. Idziesz na przyjęcie, widzisz super dziewczynę. Dajesz znak przyjacielowi, on podchodzi do niej i mówi: "Cześć, mój przyjaciel stojący tam jest świetny w łóżku. Co Ty na to?"
    To nazywa się reklama.

  3. Idziesz na przyjęcie, widzisz super dziewczynę. Ona podchodzi do Ciebie i mówi: "Słyszałam, ze jesteś świetny w łóżku, co Ty na to?"
    To nazywa się mieć silną markę...

  4. Jesteś na przyjęciu i widzisz fantastyczną dziewczynę. Wstajesz, poprawiasz krawat, podchodzisz do niej i nalewasz jej drinka. Przepuszczasz ją w drzwiach, podnosisz torebkę, kiedy ją upuści, odwozisz do domu, potem mówisz: - "Tak przy okazji, jestem świetny w łóżku."
    To się nazywa PUBLIC RELATIONS.

  5. Idziesz na przyjęcie, widzisz super dziewczyny. Dajesz znak przyjacielowi, on podchodzi do nich i mówi jednej: "Cześć mój przyjaciel stojący tam jest świetny w łóżku", drugiej mówi: "Cześć mój przyjaciel stojący tam świetnie się całuje ", a do trzeciej: " Cześć mój przyjaciel stojący tam ma mnóstwo kasy."
    To się nazywa dywersyfikacja usług.

  6. Nie idziesz na przyjęcie, bo jesteś dobry w łóżku.
    To się nazywa skuteczność.

  7. Piszesz na klawiaturze tylko lewą ręką.
    Nie byłeś na przyjęciu...

  8. Idziesz na przyjęcie ze swoja dziewczyna...
    To się nazywa przywiązanie do marki.

  9. Idziesz na przyjęcie ze swoja kobieta i słyszysz od znajomego: "Twoja dziewczyna ma ostatnio wzięcie i coraz wyższe notowania wśród znajomych."
    To się nazywa aprecjacja.

  10. Idziesz na przyjęcie ze swoja kobieta i słyszysz od znajomego: "Zmień dziewczynę, bo ma coraz słabsze notowania wśród znajomych."
    To się nazywa deprecjacja.

piątek, 18 września 2009

Nasza-klasa i śledź

Mądrze używany śledzik myślę że może być nawet całkiem sympatyczny i przydatny. Niestety póki co... obrazek jako komentarz do całej tej sytuacji:Oczywiście niedawne wydarzenie nie świadczą tylko o inteligencji ale też o obyciu w Internecie. Zdemaskowane zostały wszystkie dzieci neo i "niedzielni internauci". Żal mi gdy wchodzę i widzę kto kopiuje te głupie łańcuszki.

środa, 16 września 2009

Polski hip-hop i rap

Zacznę od tego, że dla mnie różnica pomiędzy rapem, a hip-hopem jest taka, że w jednym refreny są śpiewane, a w drugim nie i że w rapie jest więcej gadania. Dodatkowo uważam że tak jak w disco polo była "jesteś szalona", którą znają wszyscy i nie ma wesela bez niej, tak na hip-hop i rap też jest miejsce i jest szansa na błyskotliwe utwory w tych gatunkach :)

Ostatnio coraz więcej dociera do mnie sygnałów o polskim rapie (od tej pory oba "gatunki" nazywam rapem), które mówiąc najogólniej mnie oburzają. Zespół "Firma", który stworzył i wypromował przemysł "JP" ma chyba jakieś powiązania z "Hemp-Gru". Nie jestem zbyt oblatany w tej subkulturze więc pewnie robię błędy ale rap w Polsce ma typowo gangsterską strukturę. Są bossowie którzy wydają swoje płyty i pod swoimi skrzydłami promują też mniejsze gwiazdki które potem tworzą pewnego rodzaju gangi muzyczne. Owy przemysł "JP" to skrót od Jebać Policję. Hasła które wiążą się z tym skrótem to także "śmierć konfidentom" i "HWDP". Ktoś cie chyba zorientował, że:
  • w skrócie HWDP jest błąd ortograficzny
  • na stworzeniu nowego logo i hasła można sporo zarobić
I tak powstały strony na których można kupić czapeczki, bluzy, paski, koszulki, portfele i wszystkie inne gadżety z logo JP. To jakaś paranoja, że nikt tych sklepów nie pozamykał! Wspierane są oczywiście przez gang muzyczny, który w tekście każdej żenującej piosenki wciska kretyńskie JP.

Dzisiaj nowy fakt. W Zielonej Górze na koncercie Peja (raper gwiazdor) nawoływał do linczu jednego z gości na widowni który pokazał mu środkowy palec. Peja najpierw nabluzgał przez mikrofon, a później powiedział "wiecie co z nim zrobić", "tak kończą frajerzy" i "wszystko na moje konto". Oczywiście banda przygłupich gimnazjalistów rzuciła się na kolesia z pięściami, a Peja tylko się cieszył. No i ma z czego bo stworzył posłuszną sobie armię, niemyślących, gotowych na wszystko, bezmózgich żołnierzyków, którzy jedyną wartość człowieka liczą ilością gęb, które rozwalili. Słuchałem kiedyś wywiadu z Peją i widziałem jakim przepełnionym agresją, niekulturalnym, chamskim, gburem jest ten człowiek. Udało mu się jednak mnie zaskoczyć. Przekroczył granice, których łudziłem się, że się nie przekracza.

Moje dziecko będzie słuchało metalu albo rocka (niegdyś uznawanych za muzykę szatańską).

piątek, 28 sierpnia 2009

Wakacje

Minęła pielgrzymka, minęła szkoła letnia, ubiegam się właśnie o pracę, za niedługo mam egzaminy na studia. Ot wszystko co się u mnie obecnie dzieje. Mówiąc szczerze, nie chce mi się pisać jakie to miałem świetne wakacje bo w sumie to nie prawda. Wakacje były po prostu dobre. Wyleniuchowałem się, zrobiłem kilka fajnych rzeczy ale bez szaleństwa.

Co raz bardziej drażni mnie nasza-klasa właśnie w temacie wakacji. Przeglądam zdjęcia znajomych i widzę, że wszystkim się świetnie układa. Świat jest bardziej niż różowy. Grecja, Karaiby, Meksyk, Tatry, Bałtyk, Bałkaj, czego dusza zapragnie. Gość pojechał na wakacje do pracy w Grecji ale na n-k wrzuca zdjęcia na których wygląda jak rosyjski turysta tylko cygara brak (dla niewtajemniczonych, rosyjski turysta=kupa schmallu). Połowa ludzi na n-k ma zdjęcie "w najpiękniejszym miejscu na ziemi" albo "w raju". Sztuczność aż kipi. Kusi mnie żeby samemu przylepić sobie bananowy uśmiech na twarz i pokazać, że należę do nich, do szczęśliwej masy. Drażni mnie to chyba dlatego, że nie jestem Amerykaninem. Że jak ktoś mnie pyta "how are you" odpowiadam szczerze i po krótkim namyśle, a nie jak wyuczona papużka "great, fine". Kiedyś wydawało mi się, że taki "optymizm" to prawdziwy skarb USA, ale teraz widzę, że ten skarb jest w środku plastikowy, sztuczny, przynajmniej taki jest w Polsce. Ludzie nie chcą odpowiedzieć szczerze bo: 1. wstydzą się prawdy, 2. nie chcą wyglądać gorzej niż inni, 3. ludzie wolą swoje prywatne sprawy zostawić dla siebie = nie mamy prawdziwych znajomych. Oczywiście jest garstka ludzi, która potrafi góry przenosić, żaden problem, nie stanowi przeszkody i faktycznie są optymistami. Reszta dokleja sobie tylko uśmiechniętą "gębę".

Ja jestem szczęśliwy, ale nie mam unikatowych zdjęć z wakacji, moje życie nie jest glamour. To jest po prostu dobre szczęśliwe życie. Dzisiaj stare wartości, wartości katolickie nie są trendy, dlatego też już nie wypada się cieszyć z tego, że wiedzie się uczciwe życie, ma rodzinę, dzieci itd. Popełniam ostatnio mnóstwo błędów, które mnie mocno dołują ale próbuje wszystko odkręcać i iść do przodu bo wciąż mam przed sobą bardzo obiecujące perspektywy- taka jest prawda. A na potrzeby internetu powiem, że miałem zajebiste wakacje, z wymarzona ekipą, imprezowałem tak, że do tej pory głowa mnie boli, a nowa płyta Britney jest wypasiona :)

czwartek, 23 lipca 2009

Coś strasznego!

Filmik który umieszczam poniżej ukazuje poziom obrońców warszawskiego KDT i przede wszystkim poziom Polaków. Że też nikt nie dał tym kolesiom w mordę gdy rzucali obelgami w stronę Policji. Można mieć różne poglądy, można nie lubić niektórych policjantów i mieć uwagi co do działania Policji, ale to jest kurde polski mundur!! Po prostu coś strasznego, nie wiem jak to skomentować bo to czysta patologia! Ci mlodzi Policjanci jeśli nie dostaną stałej pomocy psychologa to staną się prędzej czy później też patologiczni bo nikt czegoś takiego nie wytrzyma przez kilkanaście lat. STRASZNE!

poniedziałek, 20 lipca 2009

Wspieraj swoich ziomali

Świetna reklama co najmniej z kilku powodów. Przede wszystkim reklama kipi erotyką :P jednak to hasło reklamowe jest najlepszą częścią tego spotu. Żydzi, bo to ich reklama, wymyślili to sobie całkiem sensownie.


czwartek, 16 lipca 2009

5 lat.........

To mały krok dla człowieka lecz..... to wszystko. Po prostu to mały krok dla człowieka. Człowiek od tego nie będzie ani mądrzejszy, ani ładniejszy, ani młodszy, ale trzeba to zrobić.

Ostatni w moim życiu bilet ulgowy ustawowy :( No chyba, że dożyję późnej starości.

16 lipca 2009 - zdobyłem nowy skill: "Możesz Gówno Robić"

niedziela, 12 lipca 2009

a tak sobie...

Bez zbędnego rozpisywania się, coś co mnie ostro rozbawiło, a jest w tym odrobina przerażającej prawdy. Hasło na dziś:

Ein Volk! Ein Reich! Ein Google-login!

piątek, 10 lipca 2009

No comment


Dziwna sprawa ale staję się na tym blogu co raz bardziej małomówny :) to do mnie niepodobne. Utrzymam jednak trend i wydarzenia ostatniego tygodnia pozostawię bez komentarza. No, przynajmniej bez komentarza słownego.

środa, 1 lipca 2009

Paranoja

Sam nie wierzę w to co przeczytałem! Rozumiem baptystów ale to...:

"Pewna szwedzka para postanowiła wychowywać swoje dziecko bezpłciowo tak długo, jak się da. Ich potomek ma już dwa i pół roku, ale prawie nikt nie wie, czy jest chłopcem czy dziewczynką. Uważają, że, zgodnie z feministyczną filozofią, płeć jest wytworem społeczeństwa, a oni chcą by ich dziecko, które nazywają imieniem Pop, rosło wolne i nietłamszone formami płciowości. Jego matka mówi w wywiadzie, udzielonemu w marcu gazecie „Svenska Dagbladet”: Okrucieństwem jest wprowadzenie na ten świat dziecka z niebieskim bądź różowym stemplem na czole."

Znalezione na: http://jogger.vmario.org/

Brak mi słów, traktowanie płci jak atawizmu. Kiedyś "feministki" twierdziły, że płeć powinna być dla nas nieistotna, dzisiaj, że płeć jest czymś złym. Nawet jeśli, podkreślam, nawet jeśli płeć jest głównie tworem społecznym, to jest tworem przydatnym! Koniec komentarza bo zaczynam sie denerwować :/

wtorek, 30 czerwca 2009

Kawał historii


Oddaję wyrazy szacunku!

Dokładnie 6 000 dni temu Marc Andressen zaproponował stworzenie nowego znacznika w HTML'u: IMG
Wiadomość z propozycją była przesłana: Thu, 25 Feb 93 21:09:02

Wprawdzie jego pomysł był później przerabiany w całym zespole ale pomysł jest ponoć jego! Generalnie hołd dla wszystkich, którzy uczestniczyli w tworzeniu Internetu :D

niedziela, 28 czerwca 2009

Francuzi znowu coś kombinują

Francuzi chcą zakazać chodzenie po ulicach w nikabach i burkach. To te chyba najbardziej konserwatywne stroje kobiet, które odsłaniają tylko oczy. Najpierw pozwolę sobie przytoczyć bardzo dobry komentarz z Tygodnika Powszechnego:

We francuskim sporze o burki i nikaby co najmniej dwie rzeczy mogą niepokoić. Po pierwsze, jeśli uda się wprowadzić zakaz chodzenia na ulicach w islamskich strojach, nie jest wykluczone, że w niedalekiej przyszłości dotyczyć on mógłby również sutann i biskupich biretów. Po wtóre, zwraca uwagę pewna niekonsekwencja. Bo jak to możliwe, że większości męskiej części francuskich polityków z prezydentem na czele (wśród sygnatariuszy parlamentarnej inicjatywy są tylko dwie panie) przeszkadza całkowite okrycie ciała kobiety, i protestują broniąc jej godności, a nie zauważają jak jej godność deptana jest na tych samych ulicach, tych samych miast, tyle, że w zupełnie inny sposób: wystarczy spojrzeć na szyby ulicznych kiosków z pornografią, czy ekrany gigantycznych reklam bielizny i innych akcesoriów...

Dodam od siebie, że poniekąd rozumiem władze Francji, które obawiają się, że kobiety sa zmuszane do noszenia tych strojów i nie zgadzają się by kobiety były traktowane we Francji jako własność mężczyzn. Niestety wymyślili fatalną metodę walki o te przekonania. Myślę, że jest sporo kobiet, dla których noszenie tych strojów jest bardzo ważne. Sam poznałem kilka muzłumanek, wprawdzie nie chodziły w takich strojach ale też używały różnych nakryć głowy i byo to częścią ich tożsamości, czymś niezwykle ważnym.

Oddajmy Hołd

Dzisiaj o godzinie 21:00 minie dokładnie 10 lat od rozwiązania najlepszego kabaretu w historii Polski. Legendarna grupa, która ukształtowała w pewien sposób moje poczucie humoru. Ludzie których szanuje, podziwiam i uwielbiam.

Władysław Sikora
Joanna Kołaczkowska
Dariusz Kamys
Leszek Jenek
Mirosław Gancarz
Adam Pernal

KABARET POTEM
28 czerwca 1999 roku w kinie Newa w Zielonej Górze kabaret Potem wystąpił po raz ostatni wystawiając program "Kabaret Potem Tam i z powrotem".

czwartek, 4 czerwca 2009

Jutro premiera

Wiem, że dzisiaj wspaniała rocznica i powinienem pisać raczej o niej ale TED znowu mną zawładnął. Na TEDzie zobaczyłem zapowiedź filmu, który jutro ma swoją światową premierę. Filmu, który nie ma żadnych praw autorskich. Jest dystrybuowany za darmo. HOME
Link do filmu na YouTube


wtorek, 26 maja 2009

Krótko


I jeszcze dowcip, który mnie dzisiaj rozbawił:

Tata królik uczy syna jak się bzyka:
-Widzisz synku, jesteśmy małe zwierzątka, wszyscy nas chcą zjeść, dlatego musimy wszystko robić szybko. Oto cztery królicze dziewczynki. To się robi tak, przyglądaj się:
-Razdwatrzycztery! Zrozumiałeś? To powtórz!
-Raz, dwa, trzy, cztery!
-Nie! Razdwatrzycztery! Powtórz!
-Raz, dwa, trzy, cztery.
-NIE! Patrz uważnie: razdwatrzycztery. Powtórz!
-Razdwatrzyczterypięć. Oj, przepraszam tato!

sobota, 16 maja 2009

Jak się mniej więcej teraz czuję?

Chciałbym robić karierę akademicką, jest to dosyć ciekawa droga. Niestety w Polsce wybór takiej drogi nie jest zbyt prosty. Nawet już nie jest prestiżowy, tak jak kiedyś. To po prostu jedna z dróg i to nie ta najbardziej usłana kasą :)

Obrazek obok powinien być jeszcze wzbogacony o kilka pozycji w tym worku, które nie pozwalają na prawdziwą swobodę umysłu i rozwijanie się naukowo.

czwartek, 14 maja 2009

Ale robi się kocioł. Strasznie trudny temat.

Czytam regularnie wykop. Niestety ostatnio zamienił się w pole bitwy homo vs. hetero. Doszła do tego parada w Krakowie i z neta zaczęła się wylewać fala agresji :( Próbowałem wypowiadać się na wykopie ale tam już jest kocioł. Sensowny głos zarówno z jednej jak i drugiej strony nie jest w stanie się przedrzeć przez agresywny bełkot.

A ja się muszę przyznać, że nie rozumiem do końca homoseksualizmu. Zostałem nauczony i wychowany tak, że uznaję go za dewiację seksualną. Jest dla mnie nienaturalny. Przyznam się, że zgadzam się z większością argumentów poruszonych na tej liście. Dodatkowo świetnie opisany jest oburzające wydarzenie z Parlamentu Europejskiego (pkt.8).

Z drugiej strony staram się być otwarty. Nie mam nic przeciwko osobom homoseksualnym. Poza tym, że niektórzy bardzo stereotypowo zabawnie mówią i się ruszają nie ma w nich nic wyjątkowego. Nie stanowi to dla mnie w ogóle kryterium oceny osoby. Co innego działalność propagandowa. Mówi się, że chodzi gejom o tolerancję ale albo to nie prawda, albo mają fatalnych doradców od marketingu. Jeśli chcesz żeby ludzie cię akceptowali nie możesz wbijać się kolorową paradą z buciorami do ich ułożonego życia bo się wystraszą, potraktują jak obcego i przegonią. Później jeszcze środowisko homo ma pretensje. No przecież to jest oczywiste, że tak nie da się nic zdziałać.

Ja mam natomiast ciekawe doświadczenie spotkania z panią pastor pierwszego chrześcijańskiego kościoła gejów i lesbijek w Wielkiej Brytanii. Tam poprawność polityczna jest już daleko posunięta. Dodatkowo są też chyba od nas troszkę bardziej tolerancyjni bo i społeczeństwo jest bardziej wymieszane bardziej kolorowe. Doprowadziło to do sytuacji, że pani pastor domagała się nie tyle tolerancji, nie akceptacji, a afirmacji homoseksualizmu. Tolerujemy czy akceptujemy coś co nie jest w 100% dobre ale ujdzie. A afirmacja to jest uznanie za równy (może nawet wyższy) pozostałym.

Mógłbym tak pisać i pisać jak wielu rzeczy się boję, jak wiele zachowań i publikacji mnie szokuje. Niestety nigdy jeszcze nie słyszałem sensownego argumentu za tym, że homoseksualizm jest ok. Ja wiem, że jest podejrzenie, że ci ludzie się tacy rodzą itd. ale to nie uzasadnia jeszcze takiego postępowania.

Domagam się tolerancji dla homoseksualistów! Nie można ich uważać za ludzi gorszych, ani zabraniać im życia w związkach homo. Ale nie pozbędę się też tak łatwo swojego światopoglądu, tradycji, przekonań.

wtorek, 12 maja 2009

Inspirujące!

Miałem pisać o nowym wybryku Biedronia, różnicy między gejem, a pedałem. Później o pracy magisterskiej, a jeszcze później o najlepszej piosence tygodnia "Mother lover" Justina T. Dzień skończyłem jednak oglądając ten króciutki filmik - polecam wszystkim:

czwartek, 7 maja 2009

Domena @#$%!

Ostatnio często piszę i dłubię troszkę przy tym blogu.

Niestety dłubanie przy domenie nie wychodzi mi na zdrowie. Póki co domena www.jozefowski.pl połączona jest z tym blogiem, niestety jozefowski.pl jeszcze nie. Jeśli ktoś potrafi pomóc, jestem otwarty na sugestie :)

Edit [8.05.09. 10:40]: Okazuje się, że zrobiłem wszystko dobrze, tylko serwery utrzymujące moją domenę się baardzo powoli aktualizują :)

środa, 6 maja 2009

Juwenalia

Watahy znudzonych życiem podpitych studentów wałęsających się bezcelowo po ulicach miasta. Kulturowy przymus wyjścia z domu i szampańskiej zabawy nawet jeśli nie masz na to ochoty. Tradycja, o której trudno powiedzieć, że jest najlepszym czasem w roku. Chyba, że czas bezsensownego picia, robienia wokół siebie chlewu i udawania, że wszystkie imprezy wokół są takie unikatowe, nazwiesz znakomitym czasem.

Być może to co napisałem jest ostre, może dla wielu krzywdzące, być może to zrzędzenie kogoś kto wyrósł z juwenaliów. Obrazki, które dzisiaj widziałem przekonują mnie jednak, że nie jestem aż taki zrzędliwy.

Trzech studentów pije piwo. Po ostatnim łyku jeden z nich zgniata puszkę wydając jednocześnie z siebie leniwy dźwięk, niby okrzyk i upuszcza puszkę w miejscu w którym stał. Każda idąca w stronę kampusu para jest pod wpływem alkoholu. Wskazują na to zazwyczaj dziewczyny, które próbują chyba dorównać tempem picia swoim ukochanym. Niestety kończy się to tylko żenującą sceną, gdy on, prowadzi ją naprzód i podtrzymuje gdy ziemia zbyt szybko zacznie się obracać. Wszechobecny chlew. Totalny brak inicjatywy. Postalkoholowa wegetacja. Oczywiście to wierzchołek góry lodowej. To tylko mała część środowiska studenckiego.

Przecież wśród studentów pełno jest podróżników, pasjonatów, sportowców, ludzi wyjątkowych. Niestety najbardziej widoczni są ci negatywni. Zwłaszcza w czasie juwenaliów.

Mądrzejszy ustępuje głupszemu. - smutna to zasada, która toruje głupocie drogę do zdobycia świata.

poniedziałek, 4 maja 2009

C.d. terroru równouprawnienia i tolerancji

Ostry jak zawsze Rafał Ziemkiewicz napisał bardzo fajny artykuł dla Interii.

Wspomina w nim nie tylko nieszczęsną panią Prejean , która nie została Miss USA bo tak jak większość mieszkańców jej stanu uważa, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny. (Tak jest! Wyrok sądu stwierdził, że można zawierać homoseksualne małżeństwa w Kaliforni, więc urządzono w tym stanie referendum i mieszkańcy stwierdzili, że jednak nie wolno.). Ziemkiewicz pisze również o przemyśle "kobiecym" czyli o modzie, trendach itd.

Niedawno mój kolega w dosyć jaskrawy sposób wyjaśniał mi te paradoksy, a teraz Ziemkiewicz zrobił to chyba jeszcze wyraźniej. Większość fotografów to geje, tak samo jeśli chodzi o stylistów, projektantów, dyktatorów mody. W Polsce nawet redaktorem Playboy'a był gej!!!!

Ci Panowie robią wszystko by obrzydzić nam kobiety, więc promują kościste anorektyczki, ubrane w meloniki, krawaty i spodnie w kantkę. "Idealna" sylwetka kobiety to dzisiaj sylwetka chłopięca: wąskie biodra, małe piersi.

Oczywiście tekst jest ostry, a i cała teoria dosyć odważna. Jest w tym jednak trochę irytującej prawdy, że w kolorowych magazynach są same sztuczne anorektyczki, że Jacyków jest wyrocznią, w czym kobieta wygląda dobrze, a w konkursach piękności geje wybierają najpiękniejszą kobietę USA - po czym niewygodne kandydatki nazywają publicznie głupimi sukami.

Całe szczęście jest jeszcze Internet gdzie popularnością wciąż jeszcze cieszą się krągłości, a kochanego ciała naprawdę nie za wiele. (No chyba że naprawdę za wiele:)

piątek, 1 maja 2009

Jak uniknąć paniki?

W Internecie aż roi się od artykułów, które demaskują jak wielkiej manipulacji jesteśmy poddawani. Oczywiście jest taka choroba jak świńska grypa ale mówienie o światowej pandemii gdy zmarło na nią dopiero 8 osób !?! (Teraz już ponoć 12 ale to nie wiele zmienia)

czwartek, 30 kwietnia 2009

Nie odbierajmy religii i moralności wartości

Czytając stuff do magisterki natknąłem się na tem mądry cytat (ocenę mądrości właściwie pozostawiam czytelnikom :). Cyatat jest prosty ale myślę, że z sensem.

Inną jeszcze praktyczną formę odpowiedzi na komunizm stanowi społeczeństwo dobrobytu albo społeczeństwo konsumpcyjne. Dąży ono do zadania klęski marksizmowi na terenie czystego materializmu, poprzez ukazanie, że społeczeństwo wolnorynkowe może dojść do pełniejszego aniżeli komunizm zaspokojenia materialnych potrzeb człowieka, pomijając przy tym wartości duchowe.

Jeżeli w rzeczywistości prawdą jest, że ten model społeczny uwydatnia niepowodzenie marksizmu w swoich zamiarach zbudowania nowego i lepszego społeczeństwa, to równocześnie, na tyle na ile odmawia moralności, prawu, kulturze i religii autonomicznego istnienia i wartości, spotyka się z marksizmem w dążeniu do całkowitego sprowadzenia człowieka do dziedziny ekonomicznej i zaspokojenia potrzeb materialnych.

Encyklika Centesimus Annus - Jan Paweł II

wtorek, 28 kwietnia 2009

Z cyklu terroryzm, tym razem tolerancji

W zeszłym tygodniu niezwykle się tym oburzałem ale nawet nie miałem za bardzo czasu na wyklepanie, krótkiego posta.

W konkursie Miss USA, juror gej zadał pytanie jednej z faworytek o stanowisko wobec małżeństw gejowskich. Okazało się jednak, że nie chciał poznać jej opinii tylko, chciał usłyszeć jedyną słuszną odpowiedź. (Najpierw czytałem o tym tu: http://blog.rp.pl/przybylski/)

Teraz ukazał się ciekawy wywiad z niedoszłą Miss. Uważam, że błyszczy inteligencją, kulturą osobistą i męstwem moralnym/cnotą. Może nie nadaje się na prezydenta czy profesora ale i tak dla mnie jest pewnego rodzaju bohaterką/męczennicą.



Edit:
W komentarzach rozmowa o ostatnim newsie na temat prześladowanej MISS. By ułatwić dyskusję zamieszczam zdjęcie, którego dotyczy owa rozmowa:

niedziela, 26 kwietnia 2009

Muszę się wyspać :)

Właśnie wróciłem z Międzynarodowego Finału Henkel Innovation Challenge w Brukseli :)


O finale:
Do Brukseli dostało się 12 zespołów z 11 krajów europejskich (2 z Francji). Byliśmy podzieleni na dwie ligi po 6 drużyn. Po 3 rundach połowa odpadła. Na tym etapie udało nam się dostać do ścisłego finału czyli Top 6 Europy. Niestety po rundzie finałowej zostaliśmy na miejscu 6-tym, już nic więcej nie udało nam się ugrać. (De facto było trochę nieprzyjemnie bo było 1sze 2gie miejsce, potem 3 zespoły na trzecim miejscu i my. Brzmi trochę strasznie, zwłaszcza, że prowadzący nieco nieudolnie rozegrali rozdanie nagród, ale ostatecznie to i tak świetny wynik). Zabrakło nam głównie: communication skils - mieliśmy nierówny poziom językowy, team spirit - nierówny poziom umiejętności prezentacyjnych, troszkę przygotowania z etapu krajowego np. jakichś planów marketingowych na kolejne lata itp. to bardzo pomagało.

O konkurencji:
Naprawdę poziom był bardzo wysoki, zespoły były świetnie przygotowane.
Holendrzy (Zwycięzcy) - rozmawiałem więcej w sumie tylko z facetem z tego zespołu. Mówi w sześciu językach, przez 7 miesięcy uczył angielskiego w Indiach, przez jakiś czas mieszkał też w Senegalu etc. Cały zespół angielski jak narodowy + niezwykła pewność siebie, obycie, charyzma.
Hiszpanie (2-gie miejsce) - studenci międzynarodowej szkoły biznesu, właściwie żaden nie był Hiszpanem. Jeden ze stanów, jeden mieszkał ileś tam lat w USA, kolejny tylko pracował tam przez kilka miesięcy. Jeden na pewno ma też już roczne doświadczenie w korporacji etc.

To tylko najcięższe przykłady. Generalnie bardzo wysoki poziom językowy, trzeba było mówić prawie jak native, bardzo wysokie umiejętności prezentacyjne, świetny poziom przygotowania graficznego/design niektórych zespołów.

Edit:
Jedna informacja, która może być interesująca, a o której zapomniałem. W sumie w konkursie brało udział podobno około 2000 studentów z 11 krajów europy.

Rezultat:
Niestety jury konkursu to byli HRowcy i Marketingowcy co oznacza, że prawie nie oceniano merytorycznej części pracy. Spójność pomysłów, innowacyjność, aplikowalność, realność, trafność spostrzeżeń, prawie w ogóle nie były brane pod uwagę (to działało trochę na niekorzyść naszego zespołu - tak mi się wydaje).
Po ogłoszeniu wyniku pozostał troszkę niesmak wśród uczestników, bo mimo iż zespół zwycięzki był bardzo dobry chyba nie był najlepszy. Wygrał najlepszy show, pasja, entuzjazm, dynamika, a nie najlepszy pomysł i najlepsza innowacja. Myślę że gdyby jury bardziej skupiło się na projektach mielibyśmy szanse na 4-te miejce w dużych porywach 3-cie.

Wyzwania:
W trzech pierwszych rundach sporo się działo. W piątek pracowaliśmy cały dzień, o 21:30 ogłosili wyniki, po czym pracowaliśmy do 5:00 rano, żeby o 7:00 mieć wszystko gotowe na spotkanie z naszym mentorem. O 8:30 już jechaliśmy w stronę Atomium. Dzien był długi bo ostatecznie poszliśmy spać o 3 nad ranem. Szkoda że trzeba było wstać na autobus o 8:30, który zabrał nas na lotnisko.

Przyjemności:
Byliśmy zakwaterowani w wypasionym hotelu Dolce niedaleko Brukseli, w Sobotę mieliśmy wprawdzie, krótką ale bardzo przyjemną wycieczkę rowerową po Brukseli. Wizyta w sklepie gdzie robi się ręcznie pralinki, bardzo ciekawe opowieści o czekoladkach i degustacja. Później degustacja belgijskich piw. Konkurs i wieczorna gala odbywały się w dumie Brukseli: Atomium. Oczywiście oglądaliśmy panoramę z najwyższej kuli (była już zamknięta dla turystów, dopiero wtedy wpuszczono nas:). W końcu: bardzo sympatyczni, otwarci ludzie!!

Moje samopoczucie:
W zeszłym roku akademickim miałem jakieś tam krajowe sukcesy i powiedziałem sobie, że muszę pojechać na finał jakiegoś międzynarodowego konkursu. Udało się! Gdy już miałem rozeznanie jaka silna jest konkurencja miałem ambicję, że sukcesem będzie top 6. Udało się. Walczyliśmy żeby było nieco więcej ale się nie udało.

wtorek, 21 kwietnia 2009

Terror równouprawnienia

Ostatnio na innym swoim blogu pisałem o terrorze równości. Zachęcam do lektury.

(...) Ostatnio znajomy opowiadał mi o urzędnikach unijnych. Mają bardzo dużo dni wolnych od pracy. Co jednak najzabawniejsze. Paniom urzędniczkom przyznano 2 dni w miesiącu urlopu na żądanie w związku z bólami menstruacyjnymi. Wydaje się to bardzo hojne i humanitarne i nie mam nic przeciwko. Ale w imię równouprawnienia płci te same dwa dni przyznano także panom. Oczywiście szybko przechrzczono je na tzw. kacowe.

Dyskryminacja jest tylko wtedy gdy w sposób nieuzasadniony różnie traktujemy przedstawicieli różnych płci. (...)


sobota, 18 kwietnia 2009

Jak zaprojektować zegar


Więcej świetnych zegarów znalazłem na oddee.com ale ten jest moim zdecydowanym faworytem :)

piątek, 17 kwietnia 2009

Nie bój się powiedzieć: "Jestem zajebisty"

Zastanawiałem się ostatnio czy skromność może być irytująca. Właściwie to ciekawsze jest czy może być odpychająca. Czy może się zdarzyć, że nie będziesz przepadał/ała za jakimś człowiekiem z powodu jego skromności.

Oczywiście odpowiedzią jest "dysonans poznawczy". Dysonans ten jest nieprzyjemnym stanem rozdarcia, mieszanych uczuć. Pojawić się on może gdy spotkamy człowieka, który jest niezwykle utalentowany a jednak zachowuje się jakby był beztalenciem. Zacząłem myśleć o tym będąc u dominikanów. Wprawdzie nikogo takiego tam nie zobaczyłem ale był jeden kandydat na "dobrej" drodze -dyrygent. Ewidentnie facet z dużym doświadczeniem i bardzo wyćwiczonym głosem. Jednak jego sposób chodzenia, gesty - siedziałem daleko = słabo widziałem, a jednak lekko odczułem dysonans poznawczy.

Sprawa jest dla mnie prosta. Gdy spotykam kogoś o wiele mądrzejszego od siebie, czuję wobec tej osoby pokorę. Jeśli ta osoba zaczyna udawać, że jest głupia i nic nie rozumie lub powtarza, że tak naprawdę jest bardzo przeciętna, to wtedy ja się czuję już totalnym zerem. Wychodzi na to, że od osób od nas obiektywnie lepszych oczekujemy pychy. Dla ludzi zdolnych pycha może okazać się cnotą, ratunkiem przed społecznym wykluczeniem :)

Mam nadzieję, że w miarę klarownie opisałem problem dysonansu poznawczego w kwestii skromności. Pozostaje jednak jedna wątpliwość: A może my po prostu mamy bardzo skrzywione rozumienie skromności...?

środa, 15 kwietnia 2009

Świątynie Hipokryzji czyli kilka słów o bibliotekach


Moja myśl jest bardzo prosta, a jednak jest w niej jakaś niepokojąca prawda.

Tworzymy biblioteki publiczne. Jest bodajże w Polsce 15 bibliotek, które na mocy prawa, otrzymują od wszystkich wydawnictw w Polsce po egzemplarzu każdej wydanej książki. Wszystko po to by udostępnić te książki obywatelom, oraz by je zarchiwizować dla przyszłych pokoleń. Chodzi o to, żebyśmy wszyscy mieli równy dostęp do wiedzy, wszak nauka rozwija się poprzez dyskusję, dzielenie się spostrzeżeniami, wymianę myśli.

Z drugiej strony mamy bardzo jasne stanowisko wielu środowisk (wydawnictwa, rządzący, profesorowie), że kserowanie książek jest poważnym przestępstwem. To zwykła kradzież!

I tak wypożyczam sobie za darmo książkę z biblioteki i trzymam ją w domu przez miesiąc, dwa, trzy. Czasami biblioteka pobiera opłatę za przetrzymywanie książki zbyt długo, czyli czerpie korzyści majątkowe z cudzych praw autorskich. Jednak gdy skseruję tę książkę i po przeczytaniu jej, wyrzucę ją, albo oddam ją innej osobie, która ma dostęp do tej samej biblioteki, to jestem złodziejem. Jeszcze rozumiem gdyby system działał tak jak w przypadku wypożyczalni wideo, czyli książki ze specjalnymi prawami do wypożyczania. Ale tak nie jest.

Chciałbym jednak skoncentrować się na bibliotekach, a nie kserowaniu. Istnieje przyzwolenie dla istnienia bibliotek dopóki będą niedostępne i niewydajne. Budujemy biblioteki z intencją nieefektywności. Chcemy by każdy mógł zerknąć, dowiedzieć się, że taka książka istnieje, ale jeśli chce czytać musi ją kupić. Nie stawiajmy więcej bibliotek, tylko zróbmy rozbudowaną bazę książek na wzór amazon'u z zeskanowanymi dwiema, trzema stronami. Nie udawajmy, że chcemu udostępnić książki każdemu, bo to po prostu nie prawda!

Linki: http://pl.wikipedia.org/wiki/Egzemplarz_obowi%C4%85zkowy Informacje o "egzemplarzu obowiązkowym" dla polskich bibliotek

Na koniec dodam jeszcze speech'a z TED'a :)

środa, 8 kwietnia 2009

Mój eksperyment z pillowfight

Ponad tydzień temu dowiedziałem się o planowanej w Krakowie bitwie na poduszki. Zawsze lubiłem tego typu akcje, myślę, że flash-mob'y są świetnym pomysłem. Stwierdziłem, że pomogę troszkę wypromować akcję i jednocześnie zobaczę jak sprawdzam się w marketingu internetowym.

Pomysł:
Łatwy do zapamiętania adres, który nadaje się do przekazywania dalej; filmik reklamujący akcję, krótki i chwytliwy; używanie języka "studenckiego", odwiedzający muszą mieć poczucie, że to robi jeden z nich; stworzenie podpowiedzi dla ludzi jak mogą reklamować akcję: przygotowanie opisu gg, profilu n-k itp.
Strona ruszyła późnym wieczorem 26 marca 09.

Wkład:
domena 12zł
promocja adresu: wpisanie adresu na ok. 12 forach na naszej-klasie + opis GG
dwie nieudane próby wykopania
profil na n-k

Rezultat (stan na 00:10 8 kwietnia; 12 dni istnienia strony):
  • 22 762 niepowtarzalnych użytkowników
  • 53 124 odsłony strony
  • 6 935 głosów w sondzie
  • 540 znajomych na naszej-klasie
  • 182 komentarze do profilu na n-k
  • 28 razy przypięty pinezką do zdjęcia na n-k
  • 11 537 wyświetleń trailera bitwy na youtube (równo tydzień)
  • 2 675 wyświetleń relacji na yuotube (nieco ponad dwa dni)
  • Dwie próby kontaktu od prasy: Gazeta Krakowska i Wyborcza - szybko uciąłem kontakt
  • Jeden telefon ze Straży Miejskiej z "pogróżkami"
  • Kontakt z potencjalnym sponsorem - pani się spłoszyła po kontakcie ze strażą miejską
  • Potencjał reklamowy: po 5 dniach wiszenia banera - ok. 20 kliknięć
Informacje na wykresach:

Liczba odwiedzin drastycznie spadła w poniedziałek po bitwie - spodziewałem się powolnego spadku, aż do środy.

Rozkład odsłon w ciągu dnia - widać, że odbiorcami byli studenci :P

Wpływ na wydarzenie:
Chciałem też przetestować swoje możliwości wpływu na wydarzenie. W końcu zostałem nazwany samozwańczą "oficjalną" stroną bitwy (przez joemonster). Użyłem jako pierwszy na mojej stronie koloru "żubrówki" przypisanego AGHowi - przyjął się, rzeczywiście byli w zielonym. Przypisałem także czerwony i niebieski (wcześniej były tylko biały i czarny). W filmiku zaproponowałem poczekanie na koniec hejnału i okrzyk. Z reakcji w Internecie wydawało się, że obydwa pomysły się przyjęły, jednak w praktyce był duży chaos, zadzialała troszkę psychologia tłumu i nic z tych planów chyba nie wyszło.

Ogółem miłe i ciekawe wydarzenie opisane w szczególe na pillowfight.pl stronie mojego autorstwa :)

sobota, 4 kwietnia 2009

Historia Leszka...

Rozbawiło mnie to do łez. Fantastyczny skecz/trailer. Idealny dla studentów UEK :)

czwartek, 26 marca 2009

HIC 2009

Już pisało o tym kilka portali, dzisiaj nawet Gazeta Wyborcza, w końcu powinienem chyba i ja. Niedawno odbył się finał krajowy Henkel Innovation Chalenge. W zespole z Mateuszem i Danielem miałem przyjemność przygotowywać wizję roku 2050. Praca była w sumie dosyć przyjemna, dopiero pod koniec trzeba było wykonać trochę rzemieślniczej pracy. Ostatecznie jurorzy konkursu (managerowie Henkela) uznali,że byliśmy najlepsi w Polsce i wysłali nas do Brukseli na finał międzynarodowy.

Mam dosyć spore poczucie satysfakcji aczkolwiek konkurs się jeszcze nie zakończył :) To co sobie cenię najbardziej w naszym przygotowaniu to fakt, że bardzo profesjonalnie przygotowujemy prezentację. Wykorzystujemy wszystkie nauki z TED'a i SlideShare. Generalnie cały konkurs na plus :)A konkurs - jak zawsze bardzo fajna przygoda,sporo zabawy, miłe doświadczenie noclegu na 28 piętrze w Marriott'cie z widokiem na Pałac Kulturi i Złote Tarasy, oraz bardzo sympatyczne nagrody :P



The best Flash ever!

poniedziałek, 16 marca 2009

Nie ma co komentować

Choćbym jak chciał coś napisać, to po prostu nie dzieje się nic. Przygotowujemy się do konkursu Henkela, w pracy jak to w pracy, praca magisterska jak to praca magisterska :P

lecz naprawdę nie dziej się nic
i nie stanie się nic aż do końca. G.Turnau

czwartek, 12 marca 2009

Co mnie bawi?

Ostatnio bardzo dużo czasu spędzam z kartami w ręce :) ale bynajmniej nie cały czas gram w pokerka. Wręcz przeciwnie większość czasu po prostu się bawię. Odkryłem, że karty w dłoni mnie relaksują. Tak się bawiłem i bawiłem, obejrzałem kilka filmików aż wreszcie postanowiłem sam coś nakręcić. "Ambitna karta" to bardzo popularna sztuczka wykonywana w tysiącach wariantów. Ja na razie publikuję króciutką wersję ale mam nadzieję, że i tak się spodoba. Zachęcam do komentowania :)

piątek, 6 marca 2009

Poker progres

Moja pierwsza wygrana w turnieju onLine musi zostać upamiętniona na blogu :) Stało się to wczoraj w nocy, startowało 3400 graczy z różnych stron świata. Przez cały turniej utrzymywałem się w okolicach 400 miejsca, po swojej najlepszej ręce wyskoczyłem na 115 miejsce w turnieju.

Karta przez większość czasu nie szła, rzadko oglądałem jakieś obrazki, ale cierpliwość i dyscyplina się wczoraj opłaciły. Pierwszy próg do pokonania to było 675 miejsce - od tego miejsca wypłacają $0.20. Kolejny próg był ustalony chyba na 425 miejscu, później na 385. Grałem twardo ale zrobiłem kilka błędów i mocno wyszczuplał mój portfel. Zostało mi już tylko $1100 (zaczyna się z 1500$, przez większość czasu utrzymywałem kapitał dwa razy większy niż średnia turnieju), dostałem parę Waletów. To nie mogło wróżyć nic dobrego. Większość kart pasowałem, chyba że byłem na blindzie, ale takiej ręki nie wolno odrzucić. Blindy były 300/600 i ante 75. Zagrałem o wszystko, dwóch graczy się dosiadło.
Niestety jak zwykle para w kieszeni była dla mnie pechowa. Ukończyłem na 387 miejscu. Na tym etapie gry stoły są synchronizowane więc wystarczyło żeby dwa inne stoły zamknęły się przed nami i skończyłbym mając $0.30. Niestety muszę się zadowolić $0.25.

Z mojego punktu widzenia - Sukces (nawet nie chodzi o wynik ale przebieg gry).

środa, 18 lutego 2009

Przemyślenia o religii i nauce

Dowodzenie wiary jest bez sensu bo właśnie tym różni się wiara od wiedzy, że brakuje dowodów. Wiara to przekonania, które wysnuwamy z pewnych znaków, przesłanek. Niewątpliwie wiara to proces (a nie stan), w którym człowiek chce uczestniczyć. My chcemy w coś wierzyć bo wiara jest bardzo przydatna, dzisiaj zwłaszcza od strony emocjonalnej, kiedyś również od strony kulturowo-społecznej. Brak dowodów i pragnienie wiary dla większości ateistów jest wystarczającym dowodem na nieistnienie Boga.
Ostatnio miałem ciekawe przemyślenia, które wprawdzie nie dowodzą istnienia Boga ale są chyba intrygujące.

Pierwszym terminem, który chciałbym wykorzystać jest entropia. Entropia to poziom nieuporządkowania (bałagan). Termin ten wykorzystywany jest w drugiej zasadzie termodynamiki, a w uogólnieniu mówi o tym, że w układach termodynamicznych w procesach zachodzących samoistnie entropia rośnie. Mój nauczyciel fizyki zawsze powtarzał, że żadne biurko nigdy samoistnie się nie posprząta, trzeba dopiero dostarczyć do układu energię z zewnątrz (w postaci osoby sprzątającej). Osobiście uważam, że rosnąca entropia procesów samoistnych jest tak powszechna, że np. wylosowanie w totolotka liczb 1,2,3,4,5,6 jest fizycznie nie możliwe, mimo iż prawdopodobieństwo wylosowania takiej kombinacji jest takie samo jak każdej innej. O powszechności zasady rosnącej entropii przekonany był także jej twórca, XIX wieczny fizyk Rudolf Clausius, który powiedział: "Entropia Wszechświata dąży do maksimum".

Drugą częścią mojego wywodu jest teoria wielkiego wybuchu, genetyka, fizyka jądrowa i całe piękno Wszechświata. Według teorii wielkiego wybuchu, świat wyłonił się z osobliwości początkowej (wiki) i rozszerza się do dziś. W czasie wielkiego wybuchu (13,73mld lat temu) powstała nie tylko materia ale i czas. 9,19 mld lat później powstała planeta Ziemia. Kolejny miliard lat trwał proces powstawania na naszej planecie życia. Dopiero 200-150 tys. lat temu pojawił się na świecie homo sapiens. Niesamowite jest, że moje palce powstały z takich samych atomów, z których powstał plastik mojej klawiatury, czy chmura, gwiazda, pestka czereśni. Oczywiście nie są to dokładnie takie same atomy ale pomysł jest bardzo podobny, generalnie chodzi tu tylko o to czy dorzucimy elektron, proton czy neutron. Na świecie jest 6 miliardów ludzi i spotkanie dwóch identycznych jest niemożliwe, dwóch bardzo podobnych do siebie jest już niezwykłą osobliwością. A jednak różnimy się od siebie tylko o 0,1% kodu genetycznego. To ciekawe biorąc pod uwagę, że ludzkie DNA jest stworzone z 3,2 miliarda par podstawowych (pary zasad). Przy takiej złożoności DNA potrzeba tylko 1-go promila by całkowicie odmienić człowieka. Ciekawe, że DNA szczura jest zbudowane z takiej samej ilości genów co DNA ludzkie (ok 30 000 genów), a jednak różnica jest dosyć widoczna. Ponoć kody genetyczne szympansa i człowieka różnią się od siebie o ok.1,5%. Ostatnią rzeczą, którą chciałbym wyeksponować jest nasza świadomość, coś czego nawet nie umiemy zdefiniować, jest tak nieuchwytna, a przecież to tylko seria impulsów elektrycznych i połączeń nerwowych. Takich zachwycających dowodów na piękno, złożoność i tajemniczość tego świata mógłbym wymieniać pewnie latami.

Teraz pytam natomiast jak jedno ma się do drugiego. Jak to możliwe, że z jednej materii (właściwie osobliwości) początkowej wydobywa się cały ten skomplikowany świat. Jak to jest, że materia świata tak bardzo się uporządkowała, że dzisiaj odróżniamy człowieka od gwiezdnego pyłu. Dlaczego Wszechświat "stworzył" zasadę entropii (człowiek tylko opisał proces, który od zawsze zachodził), a później sam się do niej nie stosuje. Dlaczego świat zamiast przechodzić w chaos staje się coraz bardziej uporządkowany (ewolucja). Oczywiście może to być rozumowanie prowadzące do zanegowania drugiej zasady termodynamiki, albo przynajmniej dowód na to, że prawo symetrii, porządku i ładu jest we Wszechświecie bardziej powszechne. To może być również rozumowanie pokazujące, że jest energia znajdująca się na zewnątrz układu, energia, która go porządkuje, że istnieje bóg/absolut. Ale tak naprawdę co może powiedzieć człowiek? My widzimy/potrafimy zdefiniować tylko jakieś 25% masy Wszechświata, okazuje się, że nie rozumiemy podstawowych procesów zachodzących na Ziemi, w ciągu kilku lat badań oceanów liczba znanych, żywych organizmów się potroiła. Mimo iż poziom bogactwa na świecie drastycznie rośnie, rozwój technologiczny jest niewyobrażalny, na świecie wciąż najbardziej śmiertelnymi chorobami są biegunka i malaria. W świetle tych wszystkich faktów, ktoś kto twierdzi, że Boga nie ma jest więcej niż ignorantem. Jedyne stwierdzenie jakie jestem w stanie zaakceptować to: "Wierzę, że Boga nie ma".

poniedziałek, 16 lutego 2009

Udany weekend

Rzadko mi się zdarza taki weekend, cieszę się bo to akurat było świętowanie zakończonej sesji (nie piszę jeszcze zaliczonej bo nigdy nic nie wiadomo :)

W skrócie:
14 lutego bal GAP'u w klimacie Bollywood
Klub Rotunda, wszyscy przebrani, pokaz tańca hinduskiego, konkurs strojów, muzyka z bollywood'u a później najnowsze hiciory - jednym słowem genialna impreza!



15 lutego Opera Krakowska
Sinfonietta Cracovia + Machina del Tango + niezwykły śpiew + taniec
Niezapomniane przeżycie, fantastyczna muzyka, ciekawy budynek aczkolwiek bez szału :P

środa, 28 stycznia 2009

Ciekawy cytat z 1867

Owners of capital will stimulate working class to buy more and more of expensive goods, houses and technology, pushing them to take more and more expensive credits, until their debt becomes unbearable. The unpaid debt will lead to bankruptcy of banks which will have to be nationalized and State will have to take the road which will eventually lead to communism.
[Karl Marx, 1867].

[edit 16.02.2009]: To nie cytat z Marx'a tylko internetowy spam :( Ostatecznie chyba nie pozostaje nic innego jak tylko poczytać jego dzieła i samodzielnie ocenić :)

cytat za http://jogger.wawrzek.name/

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Reaktywacja

Długa przerwa...:) No coment. Nie będę się tłumaczył, zwłaszcza, że prawdopodobnie tylko przed sobą :) Piszę głównie z względu na kategoryczne żądania Brainac'a.

Świat, fizyka, pytania...
Po obejrzeniu jednej z inspirujących mów na TED.com mam kilka pytań.

Oczywiście nie rozumiem całości tego wykładu, a moje pytania nie dotyczą jego głównej treści ale inspiracji się nie wybiera.

Wszechświat się rozszerza - to nie planety poruszają się w przestrzeni lecz rozszerza się przestrzeń. Czy materia się rozszerza? Myślę, że tak, tyle że o wiele słabiej. Przecież ciemna energia działa tak samo na planety jak i na cały wszechświat. Tyle, że te są trzymane w "kupie" przez grawitację, siły międzycząsteczkowe - nie jestem pewien. Idźmy dalej. Czy w przeciągu ostatnich 10 mld lat zmieniła się definicja metra? Czy 10 mld lat temu metr byłby krótszy czy taki sam? Jeśli krótszy to wszechświat miałby stały rozmiar nominalny który realnie byłby się powiększał. Jeśli wybierzemy drugi wariant, stałą długość metra to wszechświat ma oraz więcej metrów średnicy.
Co ze światłem? Jego prędkość jest stała. Tej prędkości używamy definiując metr.Metr (via Wikipedia) jest to odległość, jaką pokonuje światło w próżni w czasie 1/299 792 458 s. Definicja sekundy jest trudniejsza :)Gdy piszę tego posta już dwa razy myślałem, że rozumiem ten problem :)

Mamy stałą definicję metra...

...Tym razem już chyba widzę, że nie ma problemu.

10mld lat temu światło pokonywało odległość między Słońcem, a Ziemią np. w 1s a dzisiaj w ok.500 sekund. Tzn. że odległość zwiększyła się 500 razy. I nie ma żadnego problemu i żadnych pytań :D a początkowo byłem zmieszany, nawet wydawało mi się, że na początku dziejów czas płynął szybciej :)

Jednak warto pisać bloga, człowiek staje się przez to mądrzejszy :) bo żeby coś napisać trzeba to mocno zrozumieć :)

Na deser moja inspiracja: