czwartek, 30 kwietnia 2009

Nie odbierajmy religii i moralności wartości

Czytając stuff do magisterki natknąłem się na tem mądry cytat (ocenę mądrości właściwie pozostawiam czytelnikom :). Cyatat jest prosty ale myślę, że z sensem.

Inną jeszcze praktyczną formę odpowiedzi na komunizm stanowi społeczeństwo dobrobytu albo społeczeństwo konsumpcyjne. Dąży ono do zadania klęski marksizmowi na terenie czystego materializmu, poprzez ukazanie, że społeczeństwo wolnorynkowe może dojść do pełniejszego aniżeli komunizm zaspokojenia materialnych potrzeb człowieka, pomijając przy tym wartości duchowe.

Jeżeli w rzeczywistości prawdą jest, że ten model społeczny uwydatnia niepowodzenie marksizmu w swoich zamiarach zbudowania nowego i lepszego społeczeństwa, to równocześnie, na tyle na ile odmawia moralności, prawu, kulturze i religii autonomicznego istnienia i wartości, spotyka się z marksizmem w dążeniu do całkowitego sprowadzenia człowieka do dziedziny ekonomicznej i zaspokojenia potrzeb materialnych.

Encyklika Centesimus Annus - Jan Paweł II

wtorek, 28 kwietnia 2009

Z cyklu terroryzm, tym razem tolerancji

W zeszłym tygodniu niezwykle się tym oburzałem ale nawet nie miałem za bardzo czasu na wyklepanie, krótkiego posta.

W konkursie Miss USA, juror gej zadał pytanie jednej z faworytek o stanowisko wobec małżeństw gejowskich. Okazało się jednak, że nie chciał poznać jej opinii tylko, chciał usłyszeć jedyną słuszną odpowiedź. (Najpierw czytałem o tym tu: http://blog.rp.pl/przybylski/)

Teraz ukazał się ciekawy wywiad z niedoszłą Miss. Uważam, że błyszczy inteligencją, kulturą osobistą i męstwem moralnym/cnotą. Może nie nadaje się na prezydenta czy profesora ale i tak dla mnie jest pewnego rodzaju bohaterką/męczennicą.



Edit:
W komentarzach rozmowa o ostatnim newsie na temat prześladowanej MISS. By ułatwić dyskusję zamieszczam zdjęcie, którego dotyczy owa rozmowa:

niedziela, 26 kwietnia 2009

Muszę się wyspać :)

Właśnie wróciłem z Międzynarodowego Finału Henkel Innovation Challenge w Brukseli :)


O finale:
Do Brukseli dostało się 12 zespołów z 11 krajów europejskich (2 z Francji). Byliśmy podzieleni na dwie ligi po 6 drużyn. Po 3 rundach połowa odpadła. Na tym etapie udało nam się dostać do ścisłego finału czyli Top 6 Europy. Niestety po rundzie finałowej zostaliśmy na miejscu 6-tym, już nic więcej nie udało nam się ugrać. (De facto było trochę nieprzyjemnie bo było 1sze 2gie miejsce, potem 3 zespoły na trzecim miejscu i my. Brzmi trochę strasznie, zwłaszcza, że prowadzący nieco nieudolnie rozegrali rozdanie nagród, ale ostatecznie to i tak świetny wynik). Zabrakło nam głównie: communication skils - mieliśmy nierówny poziom językowy, team spirit - nierówny poziom umiejętności prezentacyjnych, troszkę przygotowania z etapu krajowego np. jakichś planów marketingowych na kolejne lata itp. to bardzo pomagało.

O konkurencji:
Naprawdę poziom był bardzo wysoki, zespoły były świetnie przygotowane.
Holendrzy (Zwycięzcy) - rozmawiałem więcej w sumie tylko z facetem z tego zespołu. Mówi w sześciu językach, przez 7 miesięcy uczył angielskiego w Indiach, przez jakiś czas mieszkał też w Senegalu etc. Cały zespół angielski jak narodowy + niezwykła pewność siebie, obycie, charyzma.
Hiszpanie (2-gie miejsce) - studenci międzynarodowej szkoły biznesu, właściwie żaden nie był Hiszpanem. Jeden ze stanów, jeden mieszkał ileś tam lat w USA, kolejny tylko pracował tam przez kilka miesięcy. Jeden na pewno ma też już roczne doświadczenie w korporacji etc.

To tylko najcięższe przykłady. Generalnie bardzo wysoki poziom językowy, trzeba było mówić prawie jak native, bardzo wysokie umiejętności prezentacyjne, świetny poziom przygotowania graficznego/design niektórych zespołów.

Edit:
Jedna informacja, która może być interesująca, a o której zapomniałem. W sumie w konkursie brało udział podobno około 2000 studentów z 11 krajów europy.

Rezultat:
Niestety jury konkursu to byli HRowcy i Marketingowcy co oznacza, że prawie nie oceniano merytorycznej części pracy. Spójność pomysłów, innowacyjność, aplikowalność, realność, trafność spostrzeżeń, prawie w ogóle nie były brane pod uwagę (to działało trochę na niekorzyść naszego zespołu - tak mi się wydaje).
Po ogłoszeniu wyniku pozostał troszkę niesmak wśród uczestników, bo mimo iż zespół zwycięzki był bardzo dobry chyba nie był najlepszy. Wygrał najlepszy show, pasja, entuzjazm, dynamika, a nie najlepszy pomysł i najlepsza innowacja. Myślę że gdyby jury bardziej skupiło się na projektach mielibyśmy szanse na 4-te miejce w dużych porywach 3-cie.

Wyzwania:
W trzech pierwszych rundach sporo się działo. W piątek pracowaliśmy cały dzień, o 21:30 ogłosili wyniki, po czym pracowaliśmy do 5:00 rano, żeby o 7:00 mieć wszystko gotowe na spotkanie z naszym mentorem. O 8:30 już jechaliśmy w stronę Atomium. Dzien był długi bo ostatecznie poszliśmy spać o 3 nad ranem. Szkoda że trzeba było wstać na autobus o 8:30, który zabrał nas na lotnisko.

Przyjemności:
Byliśmy zakwaterowani w wypasionym hotelu Dolce niedaleko Brukseli, w Sobotę mieliśmy wprawdzie, krótką ale bardzo przyjemną wycieczkę rowerową po Brukseli. Wizyta w sklepie gdzie robi się ręcznie pralinki, bardzo ciekawe opowieści o czekoladkach i degustacja. Później degustacja belgijskich piw. Konkurs i wieczorna gala odbywały się w dumie Brukseli: Atomium. Oczywiście oglądaliśmy panoramę z najwyższej kuli (była już zamknięta dla turystów, dopiero wtedy wpuszczono nas:). W końcu: bardzo sympatyczni, otwarci ludzie!!

Moje samopoczucie:
W zeszłym roku akademickim miałem jakieś tam krajowe sukcesy i powiedziałem sobie, że muszę pojechać na finał jakiegoś międzynarodowego konkursu. Udało się! Gdy już miałem rozeznanie jaka silna jest konkurencja miałem ambicję, że sukcesem będzie top 6. Udało się. Walczyliśmy żeby było nieco więcej ale się nie udało.

wtorek, 21 kwietnia 2009

Terror równouprawnienia

Ostatnio na innym swoim blogu pisałem o terrorze równości. Zachęcam do lektury.

(...) Ostatnio znajomy opowiadał mi o urzędnikach unijnych. Mają bardzo dużo dni wolnych od pracy. Co jednak najzabawniejsze. Paniom urzędniczkom przyznano 2 dni w miesiącu urlopu na żądanie w związku z bólami menstruacyjnymi. Wydaje się to bardzo hojne i humanitarne i nie mam nic przeciwko. Ale w imię równouprawnienia płci te same dwa dni przyznano także panom. Oczywiście szybko przechrzczono je na tzw. kacowe.

Dyskryminacja jest tylko wtedy gdy w sposób nieuzasadniony różnie traktujemy przedstawicieli różnych płci. (...)


sobota, 18 kwietnia 2009

Jak zaprojektować zegar


Więcej świetnych zegarów znalazłem na oddee.com ale ten jest moim zdecydowanym faworytem :)

piątek, 17 kwietnia 2009

Nie bój się powiedzieć: "Jestem zajebisty"

Zastanawiałem się ostatnio czy skromność może być irytująca. Właściwie to ciekawsze jest czy może być odpychająca. Czy może się zdarzyć, że nie będziesz przepadał/ała za jakimś człowiekiem z powodu jego skromności.

Oczywiście odpowiedzią jest "dysonans poznawczy". Dysonans ten jest nieprzyjemnym stanem rozdarcia, mieszanych uczuć. Pojawić się on może gdy spotkamy człowieka, który jest niezwykle utalentowany a jednak zachowuje się jakby był beztalenciem. Zacząłem myśleć o tym będąc u dominikanów. Wprawdzie nikogo takiego tam nie zobaczyłem ale był jeden kandydat na "dobrej" drodze -dyrygent. Ewidentnie facet z dużym doświadczeniem i bardzo wyćwiczonym głosem. Jednak jego sposób chodzenia, gesty - siedziałem daleko = słabo widziałem, a jednak lekko odczułem dysonans poznawczy.

Sprawa jest dla mnie prosta. Gdy spotykam kogoś o wiele mądrzejszego od siebie, czuję wobec tej osoby pokorę. Jeśli ta osoba zaczyna udawać, że jest głupia i nic nie rozumie lub powtarza, że tak naprawdę jest bardzo przeciętna, to wtedy ja się czuję już totalnym zerem. Wychodzi na to, że od osób od nas obiektywnie lepszych oczekujemy pychy. Dla ludzi zdolnych pycha może okazać się cnotą, ratunkiem przed społecznym wykluczeniem :)

Mam nadzieję, że w miarę klarownie opisałem problem dysonansu poznawczego w kwestii skromności. Pozostaje jednak jedna wątpliwość: A może my po prostu mamy bardzo skrzywione rozumienie skromności...?

środa, 15 kwietnia 2009

Świątynie Hipokryzji czyli kilka słów o bibliotekach


Moja myśl jest bardzo prosta, a jednak jest w niej jakaś niepokojąca prawda.

Tworzymy biblioteki publiczne. Jest bodajże w Polsce 15 bibliotek, które na mocy prawa, otrzymują od wszystkich wydawnictw w Polsce po egzemplarzu każdej wydanej książki. Wszystko po to by udostępnić te książki obywatelom, oraz by je zarchiwizować dla przyszłych pokoleń. Chodzi o to, żebyśmy wszyscy mieli równy dostęp do wiedzy, wszak nauka rozwija się poprzez dyskusję, dzielenie się spostrzeżeniami, wymianę myśli.

Z drugiej strony mamy bardzo jasne stanowisko wielu środowisk (wydawnictwa, rządzący, profesorowie), że kserowanie książek jest poważnym przestępstwem. To zwykła kradzież!

I tak wypożyczam sobie za darmo książkę z biblioteki i trzymam ją w domu przez miesiąc, dwa, trzy. Czasami biblioteka pobiera opłatę za przetrzymywanie książki zbyt długo, czyli czerpie korzyści majątkowe z cudzych praw autorskich. Jednak gdy skseruję tę książkę i po przeczytaniu jej, wyrzucę ją, albo oddam ją innej osobie, która ma dostęp do tej samej biblioteki, to jestem złodziejem. Jeszcze rozumiem gdyby system działał tak jak w przypadku wypożyczalni wideo, czyli książki ze specjalnymi prawami do wypożyczania. Ale tak nie jest.

Chciałbym jednak skoncentrować się na bibliotekach, a nie kserowaniu. Istnieje przyzwolenie dla istnienia bibliotek dopóki będą niedostępne i niewydajne. Budujemy biblioteki z intencją nieefektywności. Chcemy by każdy mógł zerknąć, dowiedzieć się, że taka książka istnieje, ale jeśli chce czytać musi ją kupić. Nie stawiajmy więcej bibliotek, tylko zróbmy rozbudowaną bazę książek na wzór amazon'u z zeskanowanymi dwiema, trzema stronami. Nie udawajmy, że chcemu udostępnić książki każdemu, bo to po prostu nie prawda!

Linki: http://pl.wikipedia.org/wiki/Egzemplarz_obowi%C4%85zkowy Informacje o "egzemplarzu obowiązkowym" dla polskich bibliotek

Na koniec dodam jeszcze speech'a z TED'a :)

środa, 8 kwietnia 2009

Mój eksperyment z pillowfight

Ponad tydzień temu dowiedziałem się o planowanej w Krakowie bitwie na poduszki. Zawsze lubiłem tego typu akcje, myślę, że flash-mob'y są świetnym pomysłem. Stwierdziłem, że pomogę troszkę wypromować akcję i jednocześnie zobaczę jak sprawdzam się w marketingu internetowym.

Pomysł:
Łatwy do zapamiętania adres, który nadaje się do przekazywania dalej; filmik reklamujący akcję, krótki i chwytliwy; używanie języka "studenckiego", odwiedzający muszą mieć poczucie, że to robi jeden z nich; stworzenie podpowiedzi dla ludzi jak mogą reklamować akcję: przygotowanie opisu gg, profilu n-k itp.
Strona ruszyła późnym wieczorem 26 marca 09.

Wkład:
domena 12zł
promocja adresu: wpisanie adresu na ok. 12 forach na naszej-klasie + opis GG
dwie nieudane próby wykopania
profil na n-k

Rezultat (stan na 00:10 8 kwietnia; 12 dni istnienia strony):
  • 22 762 niepowtarzalnych użytkowników
  • 53 124 odsłony strony
  • 6 935 głosów w sondzie
  • 540 znajomych na naszej-klasie
  • 182 komentarze do profilu na n-k
  • 28 razy przypięty pinezką do zdjęcia na n-k
  • 11 537 wyświetleń trailera bitwy na youtube (równo tydzień)
  • 2 675 wyświetleń relacji na yuotube (nieco ponad dwa dni)
  • Dwie próby kontaktu od prasy: Gazeta Krakowska i Wyborcza - szybko uciąłem kontakt
  • Jeden telefon ze Straży Miejskiej z "pogróżkami"
  • Kontakt z potencjalnym sponsorem - pani się spłoszyła po kontakcie ze strażą miejską
  • Potencjał reklamowy: po 5 dniach wiszenia banera - ok. 20 kliknięć
Informacje na wykresach:

Liczba odwiedzin drastycznie spadła w poniedziałek po bitwie - spodziewałem się powolnego spadku, aż do środy.

Rozkład odsłon w ciągu dnia - widać, że odbiorcami byli studenci :P

Wpływ na wydarzenie:
Chciałem też przetestować swoje możliwości wpływu na wydarzenie. W końcu zostałem nazwany samozwańczą "oficjalną" stroną bitwy (przez joemonster). Użyłem jako pierwszy na mojej stronie koloru "żubrówki" przypisanego AGHowi - przyjął się, rzeczywiście byli w zielonym. Przypisałem także czerwony i niebieski (wcześniej były tylko biały i czarny). W filmiku zaproponowałem poczekanie na koniec hejnału i okrzyk. Z reakcji w Internecie wydawało się, że obydwa pomysły się przyjęły, jednak w praktyce był duży chaos, zadzialała troszkę psychologia tłumu i nic z tych planów chyba nie wyszło.

Ogółem miłe i ciekawe wydarzenie opisane w szczególe na pillowfight.pl stronie mojego autorstwa :)

sobota, 4 kwietnia 2009

Historia Leszka...

Rozbawiło mnie to do łez. Fantastyczny skecz/trailer. Idealny dla studentów UEK :)