czwartek, 1 kwietnia 2010

Święta święta

Lubię dzień spowiedzi w kościele, zwłaszcza w takim jak u Dominikanów. Wczoraj stałem w kolejce 1,5 h więc miałem czas przyjrzeć się ludziom. Tym, którzy wpadają tylko sprawdzić czy a nuż jest mała kolejka, oraz tym, którzy od razu wiedzą, że to będą 2 godziny stania w chłodnym kościele. Każdy rozgląda się, przechadza po kościele szuka najmniejszej kolejki aż w końcu staje na końcu jednej z nich i cierpliwie czeka. Delikatny szum miesza się z pod nosem odmawianymi dziesiątkami różańca, szeptami "nowych", którzy analizują gdzie najlepiej stanąć, oraz pukaniem w konfesjonał.

Nikt tych ludzi tam nie zaciągnął siłą, przyszli bo chcieli, bo czuli potrzebę. Wszyscy "ateiści", ateiści i antyklerykałowie pieją co roku o tym jaka spowiedź jest okropna, o tym, że nie chcemy się spowiadać, że ludzie chodzą do kościoła z przyzwyczajenia... Widziałem wczoraj ludzi, którzy prawie z duszą na ramieniu podchodzili do konfesjonału (na pewno nie z rutyny), później odchodzili lżejsi, uśmiechnięci, z głębokim oddechem, zdażało się, że ktoś popłakał. Tłumy ludzi, który zaczynają od nowa z czystą kartą, z czystym sumieniem.

Niech wyborcza jak przed każdymi świętami atakuje Kościół swoimi prostackimi artykułami. Niech onet publikuje swoje idiotyczne historyjki. Niech ludzie wytykają i rozpamiętują patologie, o których gdzies tam słyszeli. Ja tam cieszę się ze spowiedzi. :)

Brak komentarzy: